„Po wykładzie” to cykl popularnonaukowych wywiadów z wykładowcami z Uniwersytetu Łódzkiego oraz rozmów z doktorantami, kołami naukowymi i studentami.
Pytamy o badania naukowe, aktualne wydarzenia na świecie oraz zjawiska socjologiczne i kulturowe.
Pokazujemy, że uniwersyteckie pasje potrafią zafascynować!

Nie bój się islamu!

marta-wozniak-bobinska

Katedra Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki

Reporter: Marta Zdanowska
Zdjęcie: Maciej Andrzejewski

Islam, podobnie jak chrześcijaństwo i judaizm jest religią księgi. Przyglądając się historii trzech wielkich religii, widzimy sporo podobieństw. Wspólne są postaci Abrahama, Mojżesza i Jezusa. Pozornie pole do dialogu jest zapisane w tradycji, dlaczego więc w ramach tej tradycji tak trudno nam ze sobą rozmawiać, a wokół islamu narosło tyle stereotypów i niechęci?
niebieski-meczet

Błękitny meczet w Stambule
Zdjęcie na licencji CC BY-SA 3.0; autor: Benh LIEU SONG

Zacznijmy od tego, że Biblia nie mówi nam nic o muzułmanach, ponieważ Koran powstał kilka wieków po tym, kiedy pisma biblijne zostały skodyfikowane. Jednak pisarze chrześcijańscy reagowali dość negatywne na pojawienie się tego, co określali jako sektę ismailicką. Przez lata powstawały pisma polemiczne, które przedstawiały islam w bardzo złym świetle. Pojawiały się oskarżenia Proroka Muhammada o to, że był Antychrystem lub kompletnie absurdalne zarzuty o to, że muzułmanie czczą świnie, choć przecież unikają oni mięsa wieprzowego. Z drugiej strony, w Polsce istniała tradycja walk z muzułmanami – walki z Tatarami, Turkami, odsiecz wiedeńska – to nie pozostawało bez znaczenia.

Po stronie muzułmanów jest za to sporo dobrej woli, a nawet chęci przeproszenia za współwyznawców dopuszczających się czynów niegodnych.

W czasach już bardziej nam współczesnych duży wpływ na postrzeganie muzułmanów miały media. Po zamachach 11 września 2001 roku filmy i seriale spopularyzowały wizerunek muzułmanina-terrorysty. Wystarczy wymienić „Homeland”, w którym muzułmanie pojawiają się niemal wyłącznie w rolach wrogów. Zachodnie media, również elektroniczne, przedstawiają zazwyczaj uproszczony wizerunek muzułmanów, a w związku z tym społeczeństwo polaryzuje się. Przed naszym wywiadem przeprowadziłam własny mały eksperyment, wpisałam w wyszukiwarkę Youtube hasło „Syryjczycy w Polsce” – pierwsze dziesięć znalezionych linków prowadziło do treści jednoznacznie negatywnych, nie można było znaleźć niczego neutralnego.

Liga Muzułmańska w RP wydała oficjalne oświadczenie, w którym potępia zbrodnie dokonywane w imię islamu w Syrii i Iraku. „Nie do pomyślenia jest, aby powoływano się na islam dla usprawiedliwienia tak podłych czynów” – napisano w oświadczeniu. Skoro sami muzułmanie organizują marsze przeciw przemocy, potępiają Państwo Islamskie i zamachy terrorystyczne, proszą, żeby nie utożsamiać ich z terrorystami, a niewiele to zmienia, to czy w ogóle mamy jeszcze jakąś szansę, żeby racjonalnie rozmawiać o ekstremizmie i oddzielać go od życia zwykłych muzułmanów?

Oczywiście, istnieje szansa na konstruktywny dialog, ale jest ona nieduża. Z jednej strony mamy platformy dialogu, typu Rada Wspólna Katolików i Muzułmanów, jednak ich uchwały rzadko docierają do opinii publicznej. Typowy pan Iksiński będzie w telewizji śniadaniowej oglądał raczej celebrytę wypowiadającego się na te tematy niż eksperta, zresztą w zalewie informacji trudno odróżnić, która z opinii na temat muzułmanów jest miarodajna. Z drugiej strony – co obserwuję również wśród studentów – wielu młodych ludzi jest bardzo radykalnych, głoszą hasła typu „Polska dla Polaków”, więc problem istnieje po naszej stronie.

Po stronie muzułmanów jest za to sporo dobrej woli, a nawet chęci przeproszenia za współwyznawców dopuszczających się czynów niegodnych. Po wydarzeniach w Kolonii muzułmanie rozdawali kobietom róże. Zorganizowano akcję „Not in my name” („Nie w moim imieniu”) http://www.isisnotinmyname.com/

Mosque

Muzułmanie w trakcie modlitwy w meczecie
Zdjęcie na licencji CC BY 3.0 BR; autor: مشاهدهٔ شرایط

Przeciw terroryzmowi protestowali muzułmanie z Wrocławia i Poznania, zaś w Gdańsku w czasie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy członkowie Ligi Muzułmańskiej rozdawali zupę z soczewicy. Akcje przepraszania i odcinania się od ekstremizmu są częste, ale z drugiej strony muzułmanie mogą już mieć dość tego ciągłego przepraszania. Dlatego mamy też do czynienia z ironicznymi kampaniami jak „#MuslimApologies” („Muzułmańskie przeprosiny”), gdzie pojawiają się sarkastyczne hasła typu „Przepraszamy za algebrę” czy „Przepraszamy za pierwszy uniwersytet na świecie”, które pokazują, że przecież cywilizacja islamu to nie tylko terroryzm, ale także wielkie osiągnięcia. Większość muzułmanów żyje spokojnie, płaci podatki, więc myślę, że odczucia, które ta większość żywi choćby do Państwa Islamskiego to jednoznaczna dezaprobata. Takie sygnały potępienia płyną też od naszych studentów muzułmanów, czy muzułmańskich słuchaczy wykładów, które organizujemy dla Centrum Dialogu im. M. Edelmana http://centrumdialogu.com/pl/wydarzenia/1454-wiat-islamu-korzenie-rozwoj-stereotypy–cykl-wykadow

Skoro już mowa o studentach, to czy docierają do Pani jakieś informacje od nich na temat aktów nietolerancji, z którymi spotykają się w Polsce?

Owszem, wielu muzułmanów nie czuje się w Polsce bezpiecznie. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich incydentów. Rok, dwa lata temu zdarzały się historie obrażania czy poszturchiwania w tramwaju studenta arabskiego, zaś kilka lat temu oplucie studentki, która chodziła w hidżabie. Była to Polka, konwertytka, która przeszła na islam, wyprowadziła się potem do Turcji, gdzie już takich problemów nie doświadcza. Słyszałam też o dziewczynie, której nie chciano obsłużyć w jednej z łódzkich restauracji, bo była w hidżabie. Właściwie z takimi historiami spotykam się od 10 lat swojej pracy dydaktycznej, choć chciałabym ten obraz zniuansować: takie rzeczy nigdy nie zdarzały się w budynku naszego wydziału. W naszej katedrze pracuje doktorantka, która nosi hidżab i nie spotyka jej z tego powodu żadna przykrość, podobnie na Wydziale Filologicznym, gdzie studiują dziewczęta noszące hidżaby; natomiast ulica ma już zupełnie inną specyfikę.

Meczet_warszawa_3

Wnętrze meczetu w Warszawie przy ul. Wiertniczej
Zdjęcie na licencji CC BY-SA 3.0; autor: Loraine

Boimy się tego, czego nie znamy. 88% Polaków nigdy nie spotkało w swoim życiu żadnego muzułmanina, z którym można byłoby porozmawiać i rozwiać swoje wątpliwości. Dlatego Polacy często boją się, że uchodźcy odbiorą im pracę, będą się różnić zwyczajami. Mój mąż był świadkiem sytuacji, w której „prawdziwi Polacy” pytali w Łodzi właściciela budki z kebabem, czy „ciapaci nie psują mu interesu”? I wtedy polski właściciel odpowiedział ze spokojem, że to on im psuje interes, bo założył swój punkt później niż arabski kebab obok. Zamknął im w ten sposób usta, było to bardzo odważne i mam nadzieję, że takie zachowania będą zdarzać się częściej.

Przez pewien czas mieszkała Pani w Syrii. Od 2011 roku w Syrii trwa wojna domowa, której skala zaczęła docierać do Europejczyków dopiero w 2015 roku, wraz z falami uchodźców. W konflikcie straciło życie ponad 230 tys. osób. Wielu uchodźców z Syrii przyjęły Turcja i Liban, który wielokrotnie zwracał się do europejskich instytucji z prośbą o pomoc. Według szacunków ONZ w 2015 roku przez Morze Śródziemne do Europy przepłynęło w szalupach co najmniej 322 500 uchodźców z Syrii. Czy reżim Asada stworzył państwo tak opresyjne, że trzeba mu się było przeciwstawić zbrojnie? Jak wyglądało życie Syryjczyków kiedyś? Ma Pani obecnie jakiś kontakt z ludźmi, którzy uciekli z Syrii?

Moje doświadczenia w Syrii były bardzo pozytywne i przyznam, że choć odwiedziłam kraje na pięciu kontynentach, to bardzo chętnie wróciłabym jeszcze kiedyś do Damaszku. Byłam tam na stypendium ministerialnym w latach 2003-2004 i wywiozłam wspomnienia ludzi niesamowicie życzliwych, pomocnych, uśmiechniętych. Poziom bezpieczeństwa wówczas – dla mnie jako cudzoziemki – był taki, że mogłam po ulicy chodzić z otwartą torebką, a kiedy zapomniałam parasolki w kawiarence internetowej, to po trzech dniach nadal tam leżała. Te historie mogą się wydawać abstrakcyjne z perspektywy roku 2016, ponieważ tamtej Syrii już nie ma.

Boimy się tego, czego nie znamy. 88% Polaków nigdy nie spotkało w swoim życiu żadnego muzułmanina

Ale to jasne oblicze Syrii widzieli głównie cudzoziemcy. Za to ludzie miejscowi doskonale wiedzieli, że istnieją tajne więzienia, gdzie można trafić za krytykę reżimu. Przy czym społeczność była podzielona. Część osób, która popierała Asada, żyła spokojnie, na przyzwoitym poziomie, oczekując w przyszłości poprawy. Ci, którzy żądali większej wolności, byli potencjalnymi kandydatami na więźniów.

Przez ostatnie trzy lata w ramach europejskiego projektu DIMECCE/HERA http://arts.st-andrews.ac.uk/dimecce/ badałam losy bliskowschodnich chrześcijan w Szwecji, zwłaszcza Asyryjczyków, którzy przyjechali tam 20-30 lat temu i utworzyli zintegrowaną z rodzimymi Szwedami elitę. Ludzie ci byli wykształceni, pracowali, mieli własne organizacje, kościoły, a ich dzieci czuły się Szwedami. Widać było pewne różnice między nimi, a nowymi imigrantami, którzy dopiero przyjechali z Bliskiego Wschodu w kwestiach takich jak punktualność i organizacja spotkań, ekologia, partnerstwo kobiet i mężczyzn – zintegrowani chrześcijanie bliskowschodni przejmowali w dużej mierze podejście Szwedów.

W czasie tych badań spotkałam kobietę, Asyryjkę, która właśnie uciekła z Syrii, jej historia była wstrząsająca. Straciła w bombardowaniach dom z ogrodem pod Damaszkiem, w jednym płaszczu była zmuszona dostać się na statek przemytniczy. Statek rozbił się u wybrzeży Turcji, wszyscy wpadli do lodowatej wody, zostali uratowani przez Turków, ale wcale nie byli przez nich rewelacyjnie traktowani. Posadzono ich na gołym betonie na 24 godziny, w tłumie znajdowały się kobiety w ciąży oraz małe dzieci. Dopiero interwencja organizacji humanitarnych z Europy spowodowała, że zostali z tego miejsca zabrani. Kiedy rozmawiałam z tą panią, widziałam pustkę w jej oczach. Ona trafiła do swojej dobrze zasymilowanej rodziny w Szwecji, ale widać było niesamowitą różnicę między grupą, która przed laty emigrowała z powodów ekonomicznych i osobą, która zmuszona okolicznościami i wyrwana ze swojego kontekstu, znalazła się w Europie.

W Polsce utrzymuję kontakt z tymi Syryjczykami, których poznałam w trakcie swojego stypendium, np. syryjski mąż mojej polskiej przyjaciółki, który ma już polskie obywatelstwo, właśnie ściągnął do Polski z Damaszku swoją chorą mamę na leczenie. Jednak jego mama nie chce zostać w Polsce, zbyt jest związana z Syrią i chce do niej wrócić, bo Syria nie wygląda wcale wszędzie tak samo.

Za życia Proroka Muhammada kobiety odgrywały naprawdę dużą rolę.

Tereny kontrolowane przez reżim, a właśnie na takim terenie mieszkała, jeszcze relatywnie dobrze funkcjonują, choć oczywiście nie ma tam takiej opieki zdrowotnej jak kiedyś, bo ponad 50% szpitali jest zniszczonych, zaś ceny leków horrendalne – za opakowanie asparginu, które w Polsce kosztuje 6 zł, w Damaszku trzeba zapłacić 3800 funtów syryjskich (ok. 70 zł) przy emeryturze rzędu 12000 funtów syryjskich (ok. 220 zł).

Natomiast najnowszych uchodźców w Polsce byłoby mi trudno spotkać. W 2014 roku spośród 262 cudzoziemców, którzy otrzymali status uchodźcy, 115 było Syryjczykami; podobna liczba w 2015 roku. A więc mówimy o zaledwie kilkuset ludziach w skali kraju, bo przecież część Syryjczyków – jak wiemy z doniesień medialnych – wybrała naszego zachodniego sąsiada. Przy czym wcale nietrudno to zrozumieć, jeśli weźmie się pod uwagę, jaki obraz Europy mają uchodźcy w głowie. Niemcy są dla nich krainą mlekiem i miodem płynącą, tam ich czeka najlepsze życie. Realia są w tym momencie inne. Polska byłaby w stanie zapewnić im dobre warunki, ale oni tego po prostu nie wiedzą. Tak jak Polacy boją się uchodźców, tak i oni często boją się narodów, które mają ich przyjąć. Kilka lat temu opiekowałam się młodą Irakijką, która dopiero po dłuższym czasie powiedziała mi, ile rzeczy w Polsce ją na początku przerażało. Choćby osoby pod wpływem alkoholu na ulicach, ona nigdy nie widziała pijanego Irakijczyka. Pytała mnie, czy w Polsce panuje jakaś dziwna choroba, w wyniku której ludzie mają zaburzoną równowagę i się przewracają.

Jak w takim razie mądrze pomagać uchodźcom? Obozy są przepełnione, Unia Europejska zaproponowała hot spoty, czyli centra identyfikacyjne dla przekraczających strefę Schengen, ale już na wstępie widać, że realizacja tych planów nie wychodzi.

Nie ma rozwiązań idealnych. W tym roku w ramach projektu DIMECCE/HERA rozmawiałam w Parlamencie Europejskim z jedną z posłanek, która zajmuje się tymi sprawami. To nie tak, że decydenci w Brukseli nie wiedzą, co się dzieje w Syrii. Problem leży w tym, że sprzeczne komunikaty płyną nawet od samej ludności syryjskiej, która jest podzielona na zwolenników i przeciwników reżimu Asada. Obecnie wydaje się, że tylko ten ostatni, choć według raportów organizacji humanitarnych popełnił od 75 do 90% zbrodni na populacji w Syrii, jest w stanie zaprowadzić względny porządek i zapewnić minimum bezpieczeństwa w regionie.

Iftar_in_Patterson_New_Jersey

Kobiety w hidżabach
Zdjęcie na licencji Public Domain; autor: U.S. Department of State

W ramach pomocy można działać wielotorowo, polska PAH na swoje możliwości robi wiele, działają Czerwony Krzyż i Czerwony Półksiężyc, ale są blokowane zarówno przez miejscowe władze, jak i rebeliantów w Syrii, nie docierają konwoje z pomocą humanitarną, która jest wysyłana z Europy. Raporty pokazują, że pomoc przechwytywana jest przez różne bojówki i niekoniecznie trafia do cywili. Jeden z czołowych działaczy polskich, prezes Polskiego Centrum Pomocy Humanitarnej, dr Wojciech Wilk mówił niedawno, że jego zdaniem dobrze byłoby w samej Syrii odblokować oblężone miasta tak, aby ludność przeszła do miejsc, do których pomoc humanitarna dociera. Tyle można zrobić teraz dla ludzi, którzy tam są, ale holistycznym rozwiązaniem problemu byłoby sprawienie, żeby w ogóle nie musieli wyjeżdżać. Zresztą oni bardzo długo nie chcieli opuszczać Syrii, bo choć nie była rajem na ziemi, można było żyć w miarę przyzwoicie. Ponieważ tłumaczenie przyczyn konfliktu zajęłoby nam mnóstwo czasu, odsyłam do raportu, który napisaliśmy dla Urzędu ds. Cudzoziemców wraz z prof. Radosławem Banią i dr. Krzysztofem Zdulskim pt. „Rewolucje w świecie arabskim” http://wikp.udsc.gov.pl/images/Raporty_ekspertow/Binder_Rewolucjew_swiecie_arabskim.pdf W kwietniu br. ukaże się drukiem oraz online moja publikacja na temat Syrii przygotowana w ramach projektu „Akcja – integracja” realizowanego przez Stowarzyszenie Dla Ziemi http://dlaziemi.org/ Będzie ona skierowana do wolontariuszy i nauczycieli, którym przyjdzie pracować z nowymi grupami uchodźców.

Ciągle jestem zwolenniczką solidarności europejskiej. Kwoty, które były proponowane Polsce, są niewielkie i nasze służby, choć miałyby więcej pracy, dałyby radę. Jeżeli w zeszłym roku do Polski przyjechało mniej niż 300 osób z Syrii, to są to naprawdę nieznaczne liczby w porównaniu do 2-2,5 mln uchodźców syryjskich w Turcji. Niemal 40-milionowy naród poradziłby sobie z 7 tys. uchodźców. Podsumowując, ustabilizowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie i nieco większa solidarność w Europie przyczyniłyby się do złagodzenia skutków kryzysu migracyjnego.

W Polsce muzułmanie to zaledwie około 20-30 tys. osób, mniej niż 0,1%. Większość z nich to potomkowie Tatarów oraz studenci, którzy przyjechali tu na studia i zdecydowali się zostać na stałe. Na terenie Polski działa mniej niż dziesięć meczetów i kilka ośrodków modlitewnych. Nic więc dziwnego, że bardzo mało o muzułmanach wiemy. Czy są w islamie takie zachowania, wynikające z religii, różnic kulturowych i tradycji, których znajomość ułatwia kontakt bez popełniania gaf? Czego należy się wystrzegać, co uraża muzułmanów?

Wszystko zależy od tego, jak religijny jest muzułmanin, którego spotykamy. Stereotypowy obraz jest taki, że każdy muzułmanin będzie przestrzegał wszystkich zasad islamu, a tak wcale nie musi być. Generalnie dobrą praktyką jest nieczęstowanie wieprzowiną, bo większość muzułmanów, nawet tych zsekularyzowanych jej unika, jak również produktami z żelatyną wieprzową, np. miśki Haribo dla religijnego muzułmanina będą też czymś potencjalnie problematycznym. Ponadto nie powinniśmy częstować alkoholem, choć niektórzy Tatarzy, doskonale zasymilowani w Polsce, alkohol pijają. Zakaz picia alkoholu i spożywania wieprzowiny to dwa duże zakazy w islamie.

1280px-Insideofmasjedolharam2

Mekka, tradycyjna pielgrzymka muzułmanów – hadżdż
Zdjęcie na licencji CC BY-SA 3.0; autor: Mardetanha

Nie powinno się obrażać proroka Muhammada, ani mówić źle o Jezusie, o czym Polacy mogą zapominać. Jezus uważany jest za ważnego proroka w islamie, podobnie szanowna jest jego matka, Maryja, więc nie wolno z nich żartować. Oprócz tego drobiazgi – większość muzułmanów odwiedzając nas w domu na pewno zdejmie buty, ale to zwyczaj, który spotykamy też w wielu polskich domach. Podeszwy butów nie powinny być wystawiane w kierunku naszych muzułmańskich rozmówców, ponieważ pomyślą, że nie jesteśmy zbyt dobrze wychowani. Inne zasady dotyczyłyby nas, gdybyśmy wyjechali do nich. W Polsce zachowujmy się normalnie, pamiętając o ograniczeniach dietetycznych.

Jednak to nie religia jest największym problemem przy integracji, jak wynika z badań. Najważniejsze są kwestie kulturowe i zwyczaje. Na przykład z wywiadów przeprowadzonych z Syryjczykami, którzy przyjechali do Polski w czasie ostatniego roku, wynikało, że mężczyźni nie byli przyzwyczajeni do sprzątania w domu. Podział obowiązków w ich kraju był taki, że panowie zarabiali na dom, a panie tym domem się zajmowały. Tylko 30% Syryjek przed wojną pracowało zawodowo, reszta dbała o dom. Ale to wcale nie znaczy, że jeżeli polski gospodarz nie powiedział właśnie przyjętemu Syryjczykowi, że w Polsce jest inaczej, to ten nie zabierał się za domowe porządki. Po prostu trzeba było wytłumaczyć, że w Polsce są trochę inne zasady. W Szwecji zaobserwowałam, że mężczyźni z Bliskiego Wschodu dość szybko uczyli się partycypować w domowych obowiązkach, a z kolei dziewczęta arabskie czy irańskie dopuszczone do edukacji i pracy z entuzjazmem korzystały z nowych możliwości. W Szwecji muzułmanki, a konkretniej Iranki, były zawsze wśród najlepszych uczennic.

Skoro o podziale obowiązków mowa, porozmawiajmy o kwestiach równouprawnienia kobiet w krajach muzułmańskich, bo jest to kwestia zapalna. Od noszenia hidżabu, przez wczesne małżeństwa aż po zgodę ojca na zamążpójście córki czy męża na pracę zawodową. O jakie prawa walczą muzułmanki? Czy istnieje feminizm muzułmański?

W świecie arabskim pierwsze trendy feministyczne pojawiły się w XIX wieku. Na lata 20. XX wieku przypada pierwsza fala feminizmu muzułmańskiego, kiedy słynna Huda asz-Szarawi ostentacyjnie zdejmuje hidżab i tworzy organizacje kobiece. O prawa kobiet, zwłaszcza w Egipcie, walczyły nie tylko kobiety, ale i mężczyźni, choćby Kasim Amin, który napisał na ten temat dwie książki. Połowa XX wieku to szereg reform w duchu sekularystycznym, przede wszystkim kobiety zyskują prawa wyborcze. Tempo nadawania tych praw zależy w dużej mierze od przeszłość postkolonialnej konkretnych państw. W latach 70. i 80. XX wieku pojawia się tzw. feminizm islamski, który przynosi reinterpretację Koranu i sunny – odtąd praw kobiet wywodzone są ze źródeł muzułmańskich.

Obecnie te dwa nurty – feminizm muzułmański, zajmujący się kwestiami społecznymi, i feminizm islamski, domagający się praw religijnych, zlały się już w jeden ruch, który czasem przeplata się, a czasem walczy z nurtami fundamentalistycznymi. Zresztą niektóre feministki arabskie czerpią otwarcie z tych ostatnich. Przy czym niewiele nazwałoby się feministkami, mówią o sobie raczej jak o aktywistkach czy intelektualistkach. Walczą o swoje prawa, ale często robią to wbrew feministkom zachodnim, które pomagając, niekiedy przeszkadzają, bo w oczach zwykłych muzułmanów są „agentkami globalizacji”, która postrzegana jest jako zagrożenie. To, co pochodzi od aktywistek miejscowych, z wewnątrz, ma większą szansę na bycie przyjętym przez lokalnych prawodawców i masy społeczne niż to, co jest narzucone z zewnątrz.

Jeśli chodzi o prawodawstwo dotyczące kobiet wszystko zależy od kraju – w części państw arabskich jest ono w większej mierze oparte na szariacie, czyli prawie muzułmańskim, w innych krajach obowiązują pofrancuskie czy poszwajcarskie kodeksy prawa. W rezultacie na przykład w Tunezji i Maroku kobiety mają dużo praw. W Tunezji legalna jest aborcja bez zgody męża, kobiety mają też prawo zażądać rozwodu, co w tradycyjnym islamie wcale nie jest oczywiste, mają prawo do opieki nad dziećmi, prawo do pracy. Ale np. Arabia Saudyjska wprowadziła prawo wyborcze dla kobiet dopiero w 2015 roku. Czego brakuje? W osławionej Arabii Saudyjskiej kobiety ciągle nie mogą prowadzić samochodu i w związku z tym, co jakiś czas organizują specyficzne demonstracje; te, które mają prawo jazdy, np. ze Stanów Zjednoczonych, siadają za kierownicą, wyjeżdżają na ulice i, choć bywają za to wtrącane do więzienia, to nie rezygnują z walki, bo wiedzą, że w którymś momencie władze będą musiały się ugiąć.

Czy szariat bardziej uderza w kobiety?

Tak to może wyglądać ze współczesnej europejskiej perspektywy. Jednak aktywistki muzułmańskie absolutnie by tutaj zaprotestowały, ponieważ one zdążyły już cały Koran przeinterpretować i uważają, że szariat broni kobiety. Choćby zasada, która mówi, że mężczyzna utrzymuje dom, a kobieta, jeśli zarabia, to tylko na własne potrzeby i nie ma obowiązku dzielić się z nim tym, co zarobi. W Egipcie spory odsetek par partycypuje na zasadach partnerskich w utrzymaniu domu. Z kolei zapis, który zezwala na bicie kobiet – wiele bliskowschodnich intelektualistek powie, że to kwestia złego tłumaczenia: „daraba” nie oznacza „bić”, ale to, że należy się odseparować, co nadaje temu stwierdzeniu zupełnie inny sens. Każdy z naszego punktu widzenia kontrowersyjny zapis rozumiany w tradycyjny sposób przez większość mężczyzn, szajchów i wykładowców muzułmańskich, jest przez muzułmańskie aktywistki reinterpretowany.

A co z poligamią i obrzezaniem?

Zapis w Koranie mówi, że wolno żenić się z jedną, dwoma, trzeba lub czterema kobietami, o ile każdej z żon zapewni się równe traktowanie. I właśnie o to równe traktowanie wszystko się rozbija. Interpretatorzy liberalni mówią wprost, że mężczyzna nie jest w stanie ani zapewnić równego traktowania pod względem ekonomicznym, ani – tym bardziej – pod względem psychicznym, bo nie da każdej żonie tyle samo uczucia. Tym samym według liberałów poligamia powinna być zakazana. Choć w większości krajów muzułmańskich poligamia jest prawnie dozwolona, to występuje jako zjawisko marginalne, ponieważ małżeństwo jest bardzo kosztowną operacją. Aby się ożenić, statystyczny mężczyzna musi pracować i odkładać pieniądze przez minimum 10-15 lat, często finansowo pomaga mu jeszcze rodzina. Abstrahując od chęci, niewielu stać na utrzymanie więcej niż jednej żony.

Co do kobiecego obrzezania, przypomnijmy, że jest to tradycja przedmuzułmańska, afrykańska. Zwyczaj ten jest zdelegalizowany na przykład w Egipcie, gdzie około 90% kobiet jest obrzezanych. Już od dawna pojawiały się kampanie, w których nie tylko imamowie, ale i księża koptyjscy – bo chrześcijańskie Koptyjki też podlegają obrzezaniu – apelowali o zaprzestanie tego zwyczaju. Wynika on z tradycji, w świetle której dziewczyna, która jest obrzezana, jest porządna, moralna i bardziej nadaje się na żonę. W zbiorze esejów Piotra Ibrahima Kalwasa Egipt: Haram Halal można przeczytać, co mówią młodzi Egipcjanie – oni często wolą, by ich żonami zostały obrzezane dziewczyny. Z jednej strony mamy więc popyt, a z drugiej – presję ze strony rodziny. Pojawiają się też rodzice, którzy sprzeciwiają się tej tradycji i mówią: „Nie, nasze córki nie będą obrzezane”, ale płacą za to wysoką cenę społeczną. Na przykład opisywany przez Kalwasa lekarz, który wbrew opinii żony nie chciał obrzezania córki, został zmuszony do rozwodu.

Islam jest religią dużo bardziej zdecentralizowaną niż chrześcijaństwo, ale posiada swoją hierarchię, są imamowie, mułłowie. Czy kobiety w ogóle mogą pełnić jakiekolwiek funkcje religijne? W Maroku działają od niedawna murszidy, muzułmańskie doradczynie religijne, które wykonują zadania przewodników duchowych, właściwie ich rola przypomina rolę imamów-mężczyzn. Czy to oznaka nowego podejścia do konserwatywnego nurtu religijnego, czy taka rola to coś zupełnie nowego w islamie?

Za życia Proroka Muhammada kobiety odgrywały naprawdę dużą rolę. Pierwszą wyznawczynią islamu była żona Proroka, Hadidża. Większość dobrych, tzw. „mocnych hadisów” przekazały jego ukochana Aisza lub córka Fatima. Muzułmanie bardzo na ich słowie polegali. Kobiety miały swoje miejsce do modlitw, zaś kiedy objawiane były konkretne wersety, często pytały Proroka: „A co na nasz temat?” I wtedy następowało objawienie dotyczące bezpośrednio kobiet. Ciekawa jest też kwestia językowa. Koran, który napisany jest w klasycznym języku arabskim, różnicuje rodzaj gramatyczny i często mówi: „O, wierzący i wierzące”, można powiedzieć, że na poziomie języka wprowadza pełne równouprawnienie.

Sami muzułmanie mówią o tym, że pojawianie się islamu dało bardzo wiele praw kobietom, w tym praw religijnych, gwarantując zbawienie dobrym muzułmankom. Były to jednak równe prawa duchowe, niekoniecznie społeczne. W kolejnych wiekach nastąpiło pogorszenie sytuacji kobiet, choć oczywiście zależało to od ich statusu społecznego, np. muzułmańskie arystokratki mogły pozwolić sobie na fundowanie medres, czyli szkół religijnych albo uczelni.

Murszidy posiadają usankcjonowany legalnie status, które stawia je niewiele niżej od imamów.

Tak jak Polacy boją się uchodźców, tak i oni często boją się narodów, które mają ich przyjąć.W średniowieczu zdarzały się przypadki, gdy kobiety wykładały, ale tylko innym kobietom, nie wolno im było nauczać mężczyzn.

Murszidy natomiast to zjawisko nowe, program ich kształcenia ruszył w 2005 roku, podparty autorytetem króla marokańskiego, Muhammada VI. Dziewcząt jest około 200, wybrane zostały spośród absolwentek najlepszych wydziałów, są wszechstronnie wykształcone, muszą przynajmniej połowę Koranu znać na pamięć, a oprócz tego posiadać wiedzę z psychologii, komunikacji, prawa. Jest duże zapotrzebowanie na usługi doradczyń duchowych, gdyż coraz więcej kobiet chodzi do meczetu. Islam nie nakazuje kobietom uczestnictwa w piątkowych modlitwach, ale im też tego nie zabrania. Murszidy posiadają usankcjonowany legalnie status, które stawia je niewiele niżej od imamów. Podobne eksperymenty nie powiodły się w innych krajach, np. analogiczny pomysł króla Jordanii został zablokowany przez fundamentalistów. Ale ta tendencja do sięgania przez muzułmanki po coraz większe uprawnienia w dziedzinie religii jest widoczna. Promieniują też wzorce z Zachodu, w USA działa Amina Wadud, która prowadzi modlitwy w meczetach, w Niemczech silny jest nurt konwertytek na islam, które dokonują reinterpretacji islamu w duchu hermeneutyki.

Na koniec naszej rozmowy, chciałabym zapytać o to, jakie książki warto polecić czytelnikom naszego wywiadu, jeśli chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o islamie? Może również coś nietypowego, dotyczącego popkultury?

Tym, którzy o islamie nie wiedzą właściwie nic, polecam książkę Agaty Marek Islam. Podstawowe informacje. W Internecie można też znaleźć jej bardziej znaną wersję „Nie bój się islamu”: http://www.wiez.com.pl/islam/

Tym, którzy już troszkę wiedzą, rekomenduję naukową, ale bardzo przyjemną książkę prof. Marka Dziekana Dzieje kultury arabskiej. To znakomite kompendium wiedzy o islamie.

Do tych, których intrygują kwestie kulturowe, na pewno przemówi świeża publikacja Katarzyny Górak-Sosnowskiej Muzułmańska kultura konsumpcyjna. Można w niej przeczytać o muzułmańskim hip-hopie i punku, o modzie, o wirtualnym islamie i wielu innych zajmujących zjawiskach.

Jeśli zaś chodzi o bliskowschodnią popkulturę, to nasza katedra ma prężnie działającą, często aktualizowaną stronę na Facebooku, gdzie praktycznie codziennie wrzucamy link do jakiejś ciekawostki z regionu. Staramy się z sieci wyłowić wszystko, co interesujące dla tych, których pociąga Bliski Wschód: https://www.facebook.com/kbwipa/

Następny Post

Poprzedni Post

© 2017 Po Wykładzie

Uniwersytet Łódzki

„Po wykładzie” to cykl popularnonaukowych wywiadów z wykładowcami z Uniwersytetu Łódzkiego oraz rozmów z doktorantami, kołami naukowymi i studentami.