„Po wykładzie” to cykl popularnonaukowych wywiadów z wykładowcami z Uniwersytetu Łódzkiego oraz rozmów z doktorantami, kołami naukowymi i studentami.
Pytamy o badania naukowe, aktualne wydarzenia na świecie oraz zjawiska socjologiczne i kulturowe.
Pokazujemy, że uniwersyteckie pasje potrafią zafascynować!

Kamera Akcja, czyli róbcie to, co kochacie!

kamera-akcja-avatar

twórcami Festiwalu Kamera Akcja

Reporter: Marta Zdanowska
Zdjęcie: Maciej Andrzejewski

Skąd wziął się pomysł festiwalu krytyków sztuki filmowej. Wymyśliliście to jeszcze w czasie studiów?

Malwina Czajka: Byliśmy na III roku studiów i pomysł właściwie pojawił się jednocześnie z kilku stron. Przemek miał po prostu ochotę zorganizować festiwal. Wcześniej braliśmy udział w wielu  wolontariatach, poznaliśmy funkcjonowanie festiwali filmowych od kuchni. Studiowaliśmy filmoznawstwo, więc film był nam bardzo bliski. W międzyczasie pojechałam na wymianę studencką na filmoznawstwo do Krakowa, gdzie wiele osób dziwiło się: „Istnieje coś takiego, jak filmoznawstwo w Łodzi? Przecież jedynym uznanym filmoznawstwem jest to w Krakowie”. I to właśnie nakręciło mnie do działania: tak dłużej nie mogło być, środowiska trzeba łączyć, bo wymiana myśli jest bardzo istotna. Wróciłam do Łodzi z przekonaniem, że to filmoznawstwo na Uniwersytecie Łódzkim jest tym kierunkiem, na którym chcę studiować.

Malwina Czajka i Przemysław Glajzner, twórcy festiwalu Kamera Akcja

Malwina Czajka i Przemysław Glajzner, twórcy festiwalu Kamera Akcja
Autor: Maciej Andrzejewski (Centrum Promocji UŁ)

Wyleczyłam się też z chęci studiowania na UJ-ocie, bo dotarło do mnie na jak wysokim poziomie jest nasze filmoznawstwo i jak przyjemnie się tu studiuje. Wróciłam, a Przemek mówi: „Słuchaj, bo ja bym chciał zorganizować festiwal krytyki filmowej, co ty na to?”. A ja na to: „Oczywiście, jestem za, róbmy to”. I zaczęliśmy wymyślać program na zasadzie – stwórzmy coś na podstawie tego, z czym się stykamy, o czym najwięcej wiemy, co nas dotyczy. Dlatego pierwsza edycja była festiwalem filmoznawców o filmoznawcach.
Przemek Glajzner: To była przede wszystkim kinofilska impreza, którą zrobiliśmy z naszych pasji i zainteresowań.  Nie był to więc duży festiwal mający za zdanie zgromadzenie wszystkich osób zainteresowanych filmem, ale raczej impreza, która miała na celu pokazać jak poskładać filmoznawcze klocki. Głównie dlatego, że mieliśmy stały kontakt z wykładowcami, których ceniliśmy jako osoby bardzo kompetentne, pełne pasji i potrafiące mówić o filmie z zupełnie innej perspektywy niż twórcy filmowi czy osoby zajmujące się zapleczem produkcyjnym.

Wśród naszych kolegów z roku każdy kto naprawdę czuł to, co robił odnalazł się potem w środowisku filmoznawczym. Ponieważ w pracy spędzamy 8 godzin dziennie, najlepiej jest robić to, co się naprawdę kocha.

Pierwsza edycja, która opierała się głównie o konkurs, została zastąpiona ideą festiwalu również dedykowanego filmoznawcom, ale patrzącego na tę ideę dużo szerzej. Krytyk filmowy jako ta postać, która kształtuje polskie środowisko filmowe i opinie o tym środowisku. Zaczęliśmy od tematów bardzo ogólnych: Kim jest krytyk? W jaki sposób krytyka funkcjonuje? Z biegiem lat tematy głównego nurtu rozwijały się razem z nami.

M.Cz: Tak, faktycznie to, co nas w danym momencie interesowało było tym, do czego szukaliśmy gości, rozmawialiśmy i wokół tego się obracaliśmy. Ewolucję festiwalu można porównać z ewolucją, którą przeszliśmy my. Jeśli w danym momencie pracowaliśmy w kinie jako kierownicy kina to automatycznie część wydarzeń festiwalowych dotyczyła dystrybucji. Zawsze mieliśmy poczucie, że to, co nas najbardziej interesuje będziemy umieli najlepiej przekazać innym i zarazimy tym innych. Jeśli będziemy robić coś, czego nie czujemy, bo jest to po prostu modne i robią to inne festiwale, to nie wypromujemy tego wydarzenia. A jeśli nikt nie przyjdzie, to po co robić wydarzenie dla pięciu osób, skoro sala jest na obliczona na 160 miejsc. Ten festiwal bardzo dużo nas nauczył, ale uczyliśmy się i  rozwijaliśmy razem z nim. Jeśli jakiś temat zapalił w nas małą iskierkę, to automatycznie zaczynaliśmy drążyć, szukać i zdobywać setki informacji na ten temat. Jest to zresztą tak, że wnioski o dotacje festiwalowe składa się w listopadzie, a festiwal organizujemy w październiku kolejnego roku, więc składając wniosek mamy szkielet festiwalu, ale wszystkie pomysły ewoluują i przeobrażają się. Jeśli mamy już potwierdzonego gościa, staramy się do rozmowy z nim zaprosić krytyków-współrozmówców, którzy będą mieli odmienne, skrajne opinie na jakiś temat. Nie ma sensu robić przecież dyskusji wśród czterech osób, które mają to samo zdanie.

Na przykład pierwsza edycja naszego festiwalu nosiła nazwę, której w ogóle nie byliśmy w stanie zapamiętać! Kiedy w radio kończył się czas na newsa, my dopiero kończyliśmy wypowiadać nazwę festiwalu. Był to Akademicki Ogólnopolski Studencki Festiwal Twórczości Studentów Kierunków Teoretyczno-Filmowych i Artystycznych „Kamera Akcja”.

Chcieliście zawrzeć wszystko w nazwie.

M.Cz. I to był ten błąd! Wydawało nam się, że jeśli nikt nas nie zna, to wrzucenie wszystkiego w nazwę będzie super. Mało tego, zmuszaliśmy grafika, żeby umieścił cały program festiwalowy na plakacie.

P.G. A grafik płakał jak to projektował…

M.Cz. Grafik to zresztą dużo powiedziane, bo te pierwsze edycje robiliśmy po prostu z naszymi przyjaciółmi. Naszym współlokatorem był chłopak, który studiował grafikę na ASP, więc poprosiliśmy go o plakat, współpracowaliśmy z kinem Cytryna, więc tam odbyła się pierwsza edycja, mieliśmy dużą grupę przyjaciół z wolontariatu w festiwalu Camerimage, którzy stali się również ekipą naszego festiwalu.

Czas leci szybko i w tym roku spotykamy się już po raz siódmy w Kinie „Wytwórnia” i w Kinie Szkoły Filmowej.  Co będzie największą atrakcją 7. edycji Festiwalu Kamera Akcja?

P.G.: Od kilku lat staramy się prezentować filmy, które zdobywają nagrody na międzynarodowych festiwalach filmowych. Nasi widzowie mogą wyruszyć w podróż, w której spotkają na swojej drodze najważniejsze tytuły z Cannes, Wenecji, Berlina, Sundance czy Rotterdamu. Zobaczymy ponad 50 filmów podzielonych na 13 sekcji. Pokażemy wiele filmów premierowo. Moim faworytem jest film „Interruption” Yorgosa Zoisa, pokazywany w konkursie na festiwalu w Wenecji.

(…) pierwszy etap konkursu przekształcił się już w profesjonalny konkurs na video-blog, w którym zachęcamy uczestników do stworzenia wypowiedzi o filmie, przy wykorzystaniu materiałów filmowych.

Film  opowiada historię o terrorystach, którzy wkraczają na deski teatru i w tak subtelny sposób terroryzują aktorów, że publiczność o tym nie wie. To niesamowite kino, narracyjnie odpowiadające nowej fali greckiej, a ponieważ kino greckie cieszy się dużą popularnością, jest to okazja, żeby po raz pierwszy zobaczyć film w Polsce.

Bardzo ciekawą sekcją będzie również sekcja prezentująca kreacje aktorskie Grety Gerwig. Staramy się podczas festiwalu spojrzeć na aktorstwo oczami krytyka i pokazać jak mówić o aktorstwie inaczej niż w kategoriach dobre/złe. Ta sekcja pozwala zobaczyć jak kreacje aktorskie mogą ewaluować, zmieniać się w kontekście danego scenariusza czy konkretnych realiów.

Dużym wydarzeniem będzie też pokaz filmu „Creative Control”, który opowiada o świecie nowych technologii mocno ingerujących w nasze życie i w sferę kontaktów międzyludzkich. To przestroga przed nadchodzącym czasem, ale też nowatorskie dzieło filmowe wykorzystujące technologię do budowy bardzo ciekawej narracji.

M.Cz.: Nie możemy też zapominać o bardzo ciekawej sekcji wideo-esejów, którą nazwaliśmy kontrowersyjnie: „Krytyk kradnie”. Nawiązujemy do tego, że wideo-eseje są stworzone jako found footage, czyli krytycy tworzą własną formę krytyczną korzystając z filmów innych autorów, jak Kevin B. Lee czy Bogna Burska, która działa w tej sferze na polu sztuki. Będzie to sporo krótkich filmów, ale też przegląd wszystkiego najważniejszego, co się w tej sferze wydarzyło w ostatnich latach. Ideą jest pokazanie jak ta forma ewoluowała – od prehistorii po pomysły przyszłościowe.

Ważne są też 8-godzinne warsztaty dla profesjonalnych krytyków, czyli czyste szaleństwo! Krytycy przygotują w ich czasie wideo-eseje, które będziemy wyświetlać przed filmem „Baby Bump”. Dostaliśmy od producentów i reżysera zgodę, aby rozłożyć na czynniki pierwsze ich film, przyciąć, przeciąć, zrobić z materią filmu wszystko na co mamy ochotę. Jest to duża odwaga ze strony twórców filmu i może to być dla nich bardzo ciekawe doświadczenie.

Krytyk nie tyle musi być na planie, brać udział w konsultacji scenariusza czy znać się na korekcji barwnej, ale ważne jest to, żeby miał świadomość, ile elementów składa się na powstanie filmu.

P.G.: Ważna jest też sekcja „Filmoznawca, filmowiec”. W tym roku naszym gościem będzie Wojciech Smarzowski. Pokażemy jego wczesne projekty, sztuki teatralne, które powstały m.in. dla Telewizji Polskiej. Po pierwsze to przyjemność rozmowy z Wojciechem Smarzowskim, a po drugie –  możliwość dowiedzenia się jak wiedza teoretyczna, filmoznawcza wpłynęła na jego pracę reżyserską.

Polecamy również warsztaty radiowe, warsztaty z Jagodą Murczyńską z tworzenia kostiumów, analizę i interpretację filmu, case study niezależnego filmu „Camper” z udziałem producentki i reżysera, warsztaty z tworzenia recenzji filmowych we współpracy z konkursem im. Mętraka.

M.Cz.: No i oczywiście pięć paneli dyskusyjnych: o programowaniu festiwalu filmowego (Tomasz Raczek/ producentka Agnieszka Wasiak), o polskim kinie na arenie międzynarodowej (Adam Kruk, Agnieszka Rostropowicz-Rutkowska ze Szkoły Wajdy, która promuje filmy Szkoły Wajdy, jak choćby „Joannę” nominowaną do Oscara),   „Film wchodzi do gry. O przenikaniu dwóch światów”, czyli panel dotyczący tego, czy gry wideo i świat filmu mogą się od siebie uczyć, „Hollyłódź: mit czy rzeczywistość?” – na temat przyszłości Łodzi filmowej (zarówno w kontekście EC1, jak festiwalu Transatlantyk czy Centrum Sztuki Filmowej przy Łąkowej 29) oraz „Sztuka kradzieży. O wizualnej krytyce filmowej”, czyli panel o wideo-blogach.

Jak widać wasz festiwal to nie tylko pokazy filmowe i panele dyskusyjne, ale i mnóstwo praktyki: warsztaty tworzenie video esejów, warsztaty krytyki radiowej, warsztaty pisania recenzji. Dlaczego to właśnie  warsztaty są takie ważne?

P.G. One pokazują przede wszystkim nowe trendy w krytyce filmowej. Staramy się nie tylko inspirować uczestników do tego, żeby byli aktywni i tworzyli teksty, ale także pokazywać im, co dzieje się na świecie w związku z krytyką filmową, co być może nie jest aż tak bardzo obecne w Polsce. W tym roku jest to głównie krytyka wizualna, pojmowana jako film tworzony przez krytyka filmowego na temat filmu, który jest niezależnym bytem filmowym, ale jednocześnie również komentarzem do filmu. Już nie tylko czytamy o kinie, słuchamy w radio, mediach i telewizji, ale także możemy podziwiać filmy krytyków filmowych, które są stworzone z miłości do kina, chęci powiedzenia czegoś więcej, analizy konkretnych fragmentów, zestawienia ich w pewnego rodzaju kolaż wizualny. Dzięki temu tworzy się coś zupełnie innego. Naszym celem zawsze było to, żeby pokazywać w jaki sposób krytycy filmowi mogą spełniać swoją rolę, ale pokazujemy nie tylko to, w jaki sposób krytyk może tworzyć krytykę filmową. Pokazujemy też – poprzez wydarzenia – jak krytyk może współpracować z innymi polami branży filmowej. Było to też dla nas zawsze bardzo ważne, by bardzo nieoczywiste konteksty, w których krytyk filmowy istnieje, pokazywać na festiwalu i omawiać. Na przykład krytycy filmowi są programermi na festiwalach  filmowych, są prezenterami programów telewizyjnych i osobami, które zasiadają w jury festiwali, współpracują z dystrybutorami i tworzą kontent promocyjny, różnego typu materiały prasowe, które wykorzystuje promocja.

Warsztaty analizy filmów, które co roku są prowadzone przez inną osobę to najbardziej oblegane zajęcia, na które ludzie chodzą z wielką przyjemnością (…)

M.Cz. Warsztaty są również ważne, ponieważ to moment, który jest pomostem pomiędzy przyszłym życiem zawodowym a studiami filmoznawczymi lub po prostu studiami. Uczestnicy festiwalu biorą udział nie tylko w pokazach i dyskusjach, ale i w warsztatach, na których poznają jak to działa, bo to nie tylko warsztaty filmowe, ale i warsztaty z promocji, PR czy dystrybucji. I generalnie to właśnie warsztaty pokazują, czy ktoś chce się tym zajmować w życiu. Przyznam, że robimy też takie warsztaty, w których sami chcielibyśmy uczestniczyć. Warto pamiętać, że nasi widzowie to nie tylko te osoby, które kończą studia lub studiują, ale też gimnazjaliści i  licealiści, którzy dopiero będą wybierać swoje studia.  Warsztaty analizy filmów, które co roku są prowadzone przez inną osobę to najbardziej oblegane zajęcia, na które ludzie chodzą z wielką przyjemnością, a zdarza się też, że studenci filmoznawstwa przychodzą drugi czy trzeci raz. Kiedy pytam: „po co?”, odpowiadają: „Bo tego nigdy nie jest za wiele!”. Nasi widzowie mają do tego wszystkiego bardzo dużą pasję!

Tomasz Raczek, uznany krytyk filmowy, którego zapraszacie na tegoroczny festiwal, jest autorem cytatu, który można przeczytać na stronie  „Kamery Akcji”: „Mało kto z osób piszących o filmie zdaje sobie sprawę z tego, co to znaczy być krytykiem filmowym”. A co to znaczy dla was, organizatorów dość dużego festiwalu krytyki filmowej?

M.Cz.: Jak zaczęliśmy robić festiwal nie mieliśmy o tym pojęcia i właściwie zaczęliśmy go robić po to, żeby się tego dowiedzieć. Wydaje nam się, że dobry krytyk filmowy to taka osoba, która świadomie porusza się w przestrzeni filmowej, wie jak ciężko pracują twórcy i jak działa świat produkcji filmowej. Krytyk nie tyle musi być na planie, brać udział w konsultacji scenariusza czy znać się na korekcji barwnej, ale ważne jest to, żeby miał świadomość, ile elementów składa się na powstanie filmu. Drugi element, o którym niemal od zawsze się mówi, to humanistyczne podejście do wiedzy i edukacji, czyli chłonięcie nie tylko newsów o filmie, ale też literatury, teatru, ciągłe uczenie się i słuchanie innych. Można to nazwać stanem open minded. Krytyka filmowa to nie jest recenzowanie w stylu „lubię/ nie lubię”, jedna gwiazdka lub osiem gwiazdek, tylko świadoma analiza, tekst, który może coś dać osobie, która go czyta. To także tekst literacki.

P.G.: Jest w tym ważna jeszcze pewna bezkompromisowość. Krytyk filmowy nie powinien ulegać żadnym naciskom, nie powinien być zależny od nikogo. Krytyk powinien być twórcą własnych opinii, a te opinie powiązane są z wiedzą. To bardzo ważne, bo podczas festiwalu nie tworzymy tylko wydarzeń filmowych dla filmoznawców, ale także stwarzamy taką przestrzeń, w której profesjonalni krytycy filmowi mogą rozwijać swoją wiedzę na temat branży filmowej. W tym roku proponujemy 8-godzinne warsztaty tworzenia wideo-esejów filmowych dla profesjonalnych krytyków filmowych. Dwa lata temu zaproponowaliśmy krytykom warsztaty postprodukcji dźwięku, na których dowiadywaliśmy się wszystkiego, co znajduje się za kulisami „stawiania dźwięku”. Wydaje się, że to drobnostka w gąszczu różnych kompetencji, jakie krytyk filmowy powinien posiadać, ale to właśnie takie drobnostki wpływają na jakość.

M.Cz.: Krytycy na przykład potrafią napisać, że jakiemuś filmowi towarzyszy fenomenalna ścieżka dźwiękowa, ale dotyczy to tylko muzyki, nie wszystkich innych dźwięków w filmie.

P.G.: No właśnie, to dobry przykład. Ważną kwestią, którą poruszymy w tym roku na festiwalu będzie sekcja poświęcona kostiumom filmowym. Będziemy mówić o tym w jaki sposób można oceniać kostium filmowy, jak o nim pisać, jak dostrzegać niuanse wynikające z pracy kostiumografów nie tylko w filmach historycznych, ale także w filmach, które dzieją się współcześnie i w których kostiumów się nie dostrzega, a to duży błąd.

Festiwalowi „Kamera Akcja” towarzyszą też konkursy, czyli „Krytyk pisze” i „Krytyk mówi” oraz konkurs etiud i animacji, który towarzyszył Wam od pierwszej edycji festiwalu. Można wygrać dość interesujące staże w ogólnopolskich redakcjach kulturalnych. Konkurs to mnóstwo dodatkowej pracy: zebranie jury, ocenianie, spory. Dlaczego stały się dla Was na tyle ważne, że są dziś jedną z wizytówek festiwalu?

M.Cz. Na początku konkurs etiud i animacji był konkursem filmów filmoznawców, ale dostawaliśmy też zgłoszenia od twórców, którzy studiowali filmoznawstwo, a potem poszli inną drogą. Pytali, czy nie można byłoby trochę naciągnąć regulaminu, a nam chodziło przede wszystkim o dobre filmy, więc zmieniliśmy formułę i w naszym obecnym konkursie twórcy muszą po prostu uzasadnić, jak korzystali z wiedzy teoretycznej i dopiero wtedy mogą zgłosić taki film na konkurs.

Staramy się nie tylko inspirować uczestników do tego, żeby byli aktywni i tworzyli teksty, ale także pokazywać im, co dzieje się na świecie w związku z krytyką filmową (…)

„Krytyk pisze” i „Krytyk mówi” to integralna część festiwalu, bo to przecież festiwal o krytyce! Od kilku lat współpracujemy z mediami wysokiej jakości, w których pisze się i mówi o filmie. Chcemy, żeby młodzi ludzie mieli szansę  zapoznać się z ich stylem pracy, to po prostu wychodzi z nas. Gdybym była na III roku studiów, to chciałabym wziąć udział w takim konkursie, więc dobrze, żeby się coś takiego w Łodzi pojawiło. Jest kilka konkursów na teksty krytyczne, np. bardzo doceniany konkurs Mętraka, z którym współpracujemy, ale nie chcemy się dublować, bo nam chodzi o coś zupełnie innego. Do „Krytyk pisze” zapraszamy bardzo młodych, świeżych, początkujących piszących i stąd jasna granica wiekowa – startować mogą osoby, które nie ukończyły jeszcze 26. roku życia. To konkurs, który pokazuje początki tej drogi i zawsze nagrodą był staż dla osoby, która wygrała. Nasi laureaci są zresztą widoczni i bardzo się z tego cieszymy, np. Dominika Bierczyńska, która wygrała kilka lat temu, jest teraz stałą współpracowniczką magazynu „Kino”. Dwa lata temu konkurs wygrał Marcin Kryński, dziś już stały współpracownik magazynu „FilmPro”. Magazyny piszą do nas często, że dziękują za współpracę, że cieszą się z tego, że na stażu pojawił się laureat konkursu. Magazyn „FilmPro” zawsze bardzo chętnie współpracuje, mamy od nich jasny feedback, że osoby, które przychodzą są po prostu fenomenalnie zdolne i zaczynają z nimi współpracować na stałe.

To po prostu działa!

P.G. A konkurs „Krytyk mówi” wynikał z chęci pokazania zupełnie innej działalności krytyków filmowych. Cały czas rozwija się kultura obrazu, coraz mniej tekstów czytamy, za to powstaje coraz więcej wideoblogów i materiałów w internecie. Mieliśmy taki pomysł, żeby uczestnicy festiwalu poznali trzy strony zawodu krytyka: mieli sprawdzić się w selekcji filmu, zrecenzować go, a potem jeszcze opowiedzieć o nim przed seansem. Ten pierwszy etap konkursu przekształcił się już w profesjonalny konkurs na video-blog, w którym zachęcamy uczestników do stworzenia wypowiedzi o filmie, przy wykorzystaniu materiałów filmowych. Laureaci tego pierwszego etapu (2-3 osoby) mają szansę sprawdzić się przed publicznością w czasie seansów festiwalowych. Konkurs jest całkowicie nowy pod względem formy i ciągle się rozwija. Dziś zgłoszenia skupiają się na prezentacji własnych poglądów na konkretny film i jego interpretacji, ale w niedalekiej przyszłości to wszystko może pójść zupełnie inną drogą, np. w stronę samodzielnego dzieła filmowego, działań twórczych.

M.Cz.: W tym roku zderzamy tę formę z tym, co się dzieje w Internecie i idziemy krok dalej: pokazujemy, że można trochę inaczej. Nie trzeba siedzieć przed kamerą na kanapie i spontanicznie mówić, można to przemyśleć i stworzyć esencję informacji. W tym roku mamy uczestnika, który użył dwudziestu różnych filmów jako przykładu, bawił się obrazem, filmy przelatywały nam przed oczami – taka atrakcyjna forma wizualna tworzy wypowiedź, która zaczyna dominować we współczesnym świecie. Ten konkurs też ewoluuje wraz z festiwalem; z jednej strony nawiązuje do konkursów prelegenckich o długiej historii czy dyskusyjnych klubów filmowych, a z drugiej strony to ukłon w stronę blogerskich wideo-esejów. Sekcja wideo-esejów jest w tym roku bardzo mocna i wyselekcjonowana przez Kubę Mikrudę, Jakuba Majmurka i Stanisława Liguzińskiego, którzy pokażą jak to się robi na świecie i jak to można robić w Polsce.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że realizując swoją pasję, jesteście współczesną odmianą „siłaczek kina”. Wciągacie często bardzo młodych ludzi w orbitę działań kulturalnych, które sami zaczęliście organizować kilka lat temu, bo właśnie tego „wciągania w działanie” wam wtedy brakowało.  Można powiedzieć: „Chcemy mieć ciekawy festiwal, więc go sobie zrobimy”. I zrobiliście. A teraz to wy jesteście ludźmi, którzy wciągają wolontariuszy do tego festiwalu i dajecie im jasny sygnał: „Jesteście dla nas ważni, pokażemy Wam jak świetnie można działać w kulturze!”. Akademia Animatora Kultury to właśnie wasz pomysł jak nauczyć animacji kultury w nowoczesny sposób, czyli jak działa PR, po co nam media, jak organizować duże wydarzenie w praktyce i w teorii. Nie ukrywam, że jestem fanką tego pomysłu.

M.Cz. Większość wolontariatów kulturalnych polegała na tym, że zgłaszało się do nich, odbywało godzinne spotkanie, a potem dostawało grafik i robiło się to, co w tym momencie trzeba zrobić. Robiąc festiwal i zajmując się przy nim wszystkim, mimo że mamy osobę, która zajmuje się wolontariuszami, mieliśmy też wrażenie, że zdążamy ze wszystkim w ostatniej chwili. Bolało nas też to, że są z nami osoby, które pracują przez cztery dni przy festiwalu, a my później nie pamiętamy ich twarzy! Nie mieliśmy do końca pojęcia kto, co robił, w czym był dobry, ponieważ musieliśmy skupiać się jednocześnie na wszystkim.

Ewolucję festiwalu można porównać z ewolucją, którą przeszliśmy my.

I właśnie z tej potrzeby wyrósł nasz pomysł: oprócz tego, że chcemy, żeby te osoby były naszymi wolontariuszami, dajmy im wiedzę potrzebną do tego, żeby sami coś zorganizowali! Nam się to udało na trzecim roku studiów, więc im się to też uda! Powtarzamy im, że musza mieć w sobie pokorę, chęć uczenia się, nie bać się korzystania z tej pracy, bo praca wolontariusza może dać duże korzyści. Sami przeszliśmy długą drogę jako wolontariusze i bez tego doświadczenia naprawdę wiele byśmy stracili. Mamy z naszymi wolontariuszami siedem spotkań teoretycznych, a to, czego się nauczą, sprawdzają w praktyce na festiwalu. Mogą wybrać sekcję, która jest szczególnie ciekawa i mogą potem używać wszystkiego tego, czego się nauczyli u nas przy innych eventach.

P.G.: Wielu uczestników tych warsztatów podkreślało, że np. wiedza, która wynika z animacji i organizacji kultury na studiach nie jest wiedzą tożsamą, tzn. teoria nie przekłada się na praktykę. A my opowiadając o konkretnych przykładach, na których się sparzyliśmy lub które się udały, bardzo wiele przeanalizowaliśmy i dajemy im już konkretną wiedzę jak działać. Bo teoretyczne narzędzia trzeba też umieć zastosować w praktyce zarządzania projektem, konstruowania budżetu, struktury festiwalu.

Oboje pracujecie w branży filmowej w Łodzi, robicie to, co lubicie. Co powiedzielibyście młodszym kolegom, którzy zamierzają studiować filmoznawstwo, a rodzice mówią im: „To bez sensu, wybierzcie inne studia, nie będziecie mieć po nich pracy itp.”.

Oboje: Nasi rodzice mówili tak samo!

Zawsze mieliśmy poczucie, że to, co nas najbardziej interesuje będziemy umieli najlepiej przekazać innym i zarazimy tym innych.

M.Cz.: Moja mama zagadywała siedzącego obok na festiwalu krytyka, mówiąc: „Proszę pana, bo ja się tak strasznie denerwuję. Jak Pan myśli? Czy ona będzie po tym filmoznawstwie jakąś pracę miała?”. Jeśli ma się jakąś pasję i coś takiego, co bardzo chce się robić w życiu, to warto to robić, bo studiowanie zarządzania dla dyplomu nie ma sensu. Bez zainteresowania konkretną dziedziną, też nie znajdziemy w niej łatwo pracy. Wśród naszych kolegów z roku każdy kto naprawdę czuł to, co robił odnalazł się potem w środowisku filmoznawczym. Ponieważ w pracy spędzamy 8 godzin dziennie, najlepiej jest robić to, co się naprawdę kocha. Warto iść w zaparte i pójść drogą, którą się lubi, bo inaczej na 100% grozi nam frustracja,  a pasja daje energię do pracy.

G.: Polecamy studia filmoznawcze, bo mają fantastyczną kadrę w Łodzi i z wieloma osobami utrzymujemy kontakt. Gdyby nie te studia, pewnie nigdy nie stworzylibyśmy własnego festiwalu.

Filmoznawstwo po prostu otwiera oczy!

 

Festiwal potrwa od 6 do 9 października. Szczegółowy program: http://kameraakcja.com.pl

Następny Post

Poprzedni Post

© 2017 Po Wykładzie

Uniwersytet Łódzki

„Po wykładzie” to cykl popularnonaukowych wywiadów z wykładowcami z Uniwersytetu Łódzkiego oraz rozmów z doktorantami, kołami naukowymi i studentami.