„Po wykładzie” to cykl popularnonaukowych wywiadów z wykładowcami z Uniwersytetu Łódzkiego oraz rozmów z doktorantami, kołami naukowymi i studentami.
Pytamy o badania naukowe, aktualne wydarzenia na świecie oraz zjawiska socjologiczne i kulturowe.
Pokazujemy, że uniwersyteckie pasje potrafią zafascynować!

Bezdomny nie znaczy gorszy

inga-kuzma

Zakład Antropologii Kulturowej

Reporter: Marta Zdanowska
Zdjęcie: Maciej Andrzejewski

Co dwa lata zimą odbywa się liczenie osób żyjących w schroniskach, na ulicach, w pustostanach i altankach działkowych. Ostatnie liczenie miało miejsce w dniach 21-22 stycznia 2016 roku i dało wynik ponad 36 tys. osób, w tym aż 1,9 tys. dzieci. To więcej niż w latach poprzednich, a dane te i  tak nie są w pełni miarodajne. Bezdomność można potraktować jak problem społeczny, ale to konkretni ludzie są bezdomni. Co właściwie decyduje o bezdomności? Jakie są najczęstsze powody znalezienia się na ulicy?

Odniosę się najpierw do tematu naszego wywiadu. Jestem głęboko przekonana, że bezdomny jest taką samą osobą jak my, nie jest ani gorszy, ani lepszy dlatego, że doświadcza bezdomności. Bezdomność to tylko określenie stanu społecznego, do jakiegoś stopnia również stanu mentalnego, ponieważ taki sposób życia przekłada się w którymś momencie na odczucia, świadomość i ogląd świata.

bezdomny

Bezdomny, Tokio, Japonia
Zdjęcie na licencji CC BY-SA 3.0; autor: MichaelMaggs

Nasze uczucia możemy rozciągnąć na pewnej skali: jedna jej część jest bardzo pozytywna, oferuje nam pełne poczucie bezpieczeństwa, druga to coś przeciwnego, bardzo skrajnego – „nic nie mam, na nikogo nie mogę liczyć”. Bezdomność wcale nie znajduje się wyłącznie po tej skrajnej negatywnej stronie. Ma bardzo dużo różnych odcieni i włączają się w tym stanie różne mechanizmy samoratunkowe i sposoby samooszukiwania się. Czasami bardzo cienka granica dzieli ludzi bezdomnych od tych, którzy formalnie bezdomni nie są. Czy prekariusz, którego nie stać na kredyt mieszkaniowy, mieszka np. w jakiejś komunie i żyje od jednej umowy „śmieciowej” do innej, jest naprawdę typowym „domnym”? Co go różni od osoby żyjącej w schronisku, mającej zasiłek lub dorabiającej na czarno, która czeka na mieszkanie socjalne i ma szansę je za kilka lat dostać? Czasem komfort mentalny osoby formalnie bezdomnej jest ze względu na gwarancje socjalne większy niż prekariusza. Warto i w ten sposób popatrzeć na bezdomność. Poza tym, w schroniskach żyją też osoby z wyższym wykształceniem oraz osoby, które na co dzień pracują.

Lepiej zdecydować się na kupienie jedzenia niż dawanie pieniędzy.

A co do samego liczenia – również natrafiłam na te dane w Internecie, choć w Łodzi w tym roku nie liczyliśmy osób bezdomnych, robiliśmy to rok i trzy lata temu. Wyniki łódzkie z 2015 roku pokazały, że osób bezdomnych było troszkę mniej, mniej więcej o sto osób, w porównaniu z liczbą z 2013 roku, kiedy było ich ponad tysiąc. Dane z 2015 roku mówią, że jest to 900 osób. W ich skład wchodzą osoby znajdujące się w łódzkich placówkach (schroniskach, noclegowniach) oraz ci, którzy mieszkają w mieście w pustostanach i w dzikich lokalizacjach. Właściwie różnica 100-200 osób jest niezbyt istotna, ponieważ przy tego typu liczeniu nie mamy nigdy pewności czy to dużo czy mało, skoro nie dysponujemy długofalowymi badaniami, by na tej podstawie dokonywać porównań. Nie wiemy jaka liczbę można byłoby potraktować jako względnie stałą, dlaczego pojawia się tych raz mniej raz więcej osób, bo badanie to pomija wiele kwestii. Ideałem byłoby skorelowanie tych danych z liczbą eksmisji, spadkiem dochodów i innymi czynnikami. Podczas liczenia zaznacza się ankiecie płeć, wiek, staż w bezdomności, miejsca pomocy, z których korzysta osoba bezdomna, skąd czerpie dochód (zasiłek, renta, emerytura, praca na czarno, zbieractwo, żebractwo, inne) oraz miejsce pobytu, w którym przebywa najczęściej. Wolontariusze podczas liczenia sprawdzają te miejsca według specjalnych mapek. Jest to wiedza dostępna policji, straży miejskiej, straży ochrony kolei, pomocy społecznej, w tym przede wszystkim streetworkerom z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, którzy pracują z osobami bezdomnymi żyjącymi poza schroniskami i noclegowniami. W zasadzie liczenie weryfikuje, czy miejsca przebywania bezdomnych są nadal aktywne, zamieszkałe, czy można tam nadal przychodzić i próbować pomóc, czy są już wyludnione.

skrzynka-bezdomni

Skrzynka dla bezdomnych
Autor: Inga Kuźma

Liczenie spełnia też cel humanitarny – to masowa akcja. W zeszłym roku liczyło około stu wolontariuszy, którzy wchodzili w różne miejsca i chociaż doraźnie, to mogli szybko pomóc. Ta interwencja objęła całą Łódź. Dzięki niej można zabezpieczyć konkretne środki na wyżywienie i na pomoc instytucjom, które spełniają zadania zalecane im przez gminę w zakresie udzielania pomocy osobom bez domu na mocy ustawy. W Łodzi większość placówek skierowanych do bezdomnych jest powadzonych przez organizacje pozarządowe. Gmina prowadzi w Łodzi schronisko i noclegownię dla kobiet, natomiast resztę pomocy żywieniowej, noclegowej i bytowej bierze na siebie przede wszystkim Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta – Koło Łódzkie (http://www.bratalbert.org/lodzkie.html) pomocy udziela także Stowarzyszenie Inicjatywa Rozsądnych Polaków (http://www.sirp.pl/), Caritas Archidiecezji Łódzkiej (http://www.caritas.lodz.pl/). A poza wsparciem oficjalnym działają inicjatywy oddolne, nieformalne, jak np. Food Not Bombs, które zajmują się dożywieniem potrzebujących https://www.facebook.com/FnB.Lodz/

Stereotyp osoby bezdomnej to ktoś, kto zaprzepaścił swoje szanse życiowe, zadłużył i stracił mieszkanie, ma zerwanie więzi społeczne i rodzinne, bezdomności zazwyczaj towarzyszy też korelacja z uzależnieniem alkoholowym i różnego rodzaju dysfunkcje społeczne. Podobny obraz bezdomności wyłania się z badań przeprowadzonych wśród łodzian przez studentów socjologii Uniwersytetu Łódzkiego pod kierunkiem dr Katarzyny Grzeszkiewicz-Radulskiej. Ich wyniki pokazują stereotyp osoby bezdomnej jako nieodpowiedzialnej, niezaradnej, leniwej, takiej, która sama jest winna sytuacji, w której się znalazła. Ile w tym wszystkim prawdy, a ile stereotypu? i co zrobić, kiedy na Piotrkowskiej ten stereotyp się potwierdza, bo podchodzi kolejny, bezdomny mężczyzna prosząc o złotówkę na chleb, choć wszystko wskazuje na to, że kupi alkohol? Dawać tę złotówkę?

Mężczyźni częściej stają się bezdomni i alkoholizm dotyka ich częściej bezpośrednio, natomiast kobiety nie dość, że inaczej wpadają w alkoholizm i inaczej piją, to częściej stają się bezdomne z powodu alkoholizmu bliskich.

Dawanie złotówki nie jest dobrą metodą, bo to pogarsza sytuację tej osoby, szczególnie jeśli jest uzależniona. Warto myśleć o sytuacji perspektywicznie i odmawiać właśnie z tego powodu – ktoś ma za co pić, więc pić będzie. Można dać wtedy, kiedy ewidentnie jesteśmy przekonani, że mamy do czynienia np. z osobą głodną. Lepiej zdecydować się na kupienie jedzenia niż dawanie pieniędzy. W Trójmieście, ze względu na duży ruch turystyczny, opracowano ulotki w kilku językach, które przestrzegają przed wspieraniem żebrzących. Zapewnia to oczywiście komfort turystom, ale działa też w inny sposób: osoby, które nic nie dostają na ulicy, być może zdecydują się poprzestać na miejscach, które są specjalnie do nich adresowane i tam będzie szansa na udzielenie im głębszej pomocy.

Ważna jest edukacja, informowanie gdzie znajdują się placówki udzielające pomocy. W ubiegłym roku rozdawaliśmy w Łodzi gazetki tzw. jednodniówki, z mapką Łodzi i z opisem, gdzie można dostać jakiego rodzaju pomoc w konkretnych punktach w mieście. Rozdawałam gazetki łodzianom i prosiłam wtedy o zapamiętanie z niej choćby jednego miejsca, które znajduje się blisko pracy czy domu. Jeśli ktoś w potrzebie będzie nas prosił o złotówkę, warto podać ten właśnie adres. Informacja to też rodzaj pomocy.

Związek między bezdomnością a alkoholem nie jest ewidentny i prosty. Alkoholizm nie musi doprowadzić do bezdomności, podobnie jak nie zawsze wpada się w alkoholizm z powodu bezdomności. Alkohol nie pojawia się bez przyczyny. W czymś „pomaga”, coś zagłusza. W związku z  alkoholem pojawiają się też różnice między bezdomnymi kobietami i mężczyznami. Mężczyźni częściej stają się bezdomni i alkoholizm dotyka ich częściej bezpośrednio, natomiast kobiety nie dość, że inaczej wpadają w alkoholizm i inaczej piją, to częściej stają się bezdomne z powodu alkoholizmu bliskich. Ten sam czynnik inaczej działa w zależności od płci kulturowej, choć może doprowadzić do tego samego stanu.

Czasami bardzo cienka granica dzieli ludzi bezdomnych od tych, którzy formalnie bezdomni nie są.

Zerwane więzi rodzinne to zarazem powód i konsekwencja bezdomności. Mogę podać przykład wysoko wykwalifikowanej osoby z dobrym zapleczem ekonomicznym, którą spotkałam w jednym ze schronisk i byłam ogromnie zaskoczona, że osoba z tak dobrym zawodem i wysokimi kompetencjami znalazła się w schronisku. Wpłynęły na to sprawy finansowe, wysokie zadłużenie członków rodziny i niespłacanie przez nich pożyczek czy kredytów, które ta osoba im żyrowała. W efekcie wszystko spadło na nią, cały dorobek jej życia został przejęty i zlicytowany, a w rodzinie nikt nie przejął się sytuacją i nie czuł się zobowiązany do pomocy. Wśród osób bezdomnych znajdują się więc zarówno osoby po wyrokach, jak i ludzie z wyższym wykształceniem, osoby pracujące oraz takie, które trudno zaktywizować, trudno dotrzeć do ich motywacji.

Czym różni się bezdomność kobiet od bezdomności mężczyzn, poza tym, że mężczyzn wśród osób bezdomnych jest zdecydowanie więcej?

Szuka się wyjaśnienia w zasadach socjalizacji do wypełniania ról mężczyzny i kobiety, w kulturowych stereotypach genderowych. Pewien trop być może kryje się w wyobrażeniu mężczyzny, który musi dać sobie radę, być twardy, nie pokazywać uczuć i w zasadzie nie przyznawać się do porażek. Jeśli natyka się na jakąś przeszkodę powinien okazać się zwycięzcą, nie ma przyzwolenia na klęskę. Polskie przysłowie mówi „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”, co dość dobrze pokazuje, o co chodzi. Kobiecie przypisuje się stereotypowo większą elastyczność, zdolność adaptacji.

bezdomny-lozko

„Łóżko” bezdomnego, Göteborg, Szwecja
Zdjęcie na licencji CC BY-SA 3.0; autor: Max Ronnersjö

Mężczyznę ogranicza mentalny mur związany z honorem i wizerunkiem silnego człowieka, który w sytuacjach trudnych, maskuje się, ucieka np. w nałóg po to, aby nie widzieć i odciąć się od niektórych rzeczy, bo przecież „chłopaki nie płaczą”. Gdyby płakali, musieliby czuć i wiedzieć co czują, a skoro tego nie robią, to nie mierzą się z problemem.

Role przypisane w kulturze modelowym kobietom i mężczyznom są sztywne, narzucają oczekiwania. W sytuacjach kryzysowych te stereotypy mogą zadziałać jak stygmaty i wypychać na margines, m.in. wpychać w bezdomność.

Kobiety radzą sobie tak, jak ukształtowała je kultura i społeczne oczekiwania: są uczone empatyzowania, podtrzymywania kontaktów oraz przede wszystkim starania się przed innymi i dla innych. Wspomniałam o „elastyczności” – może ona doprowadzić do tego, że kobieta de facto bezdomna będzie wchodziła w relacje z partnerami, zmieniała ich (tłumacząc to miłością), przez to nie wpadnie w „uliczną” bezdomność i nie zamieszka w placówce, ale można zapytać jakim kosztem? Kosztem jakich ustępstw wobec siebie?

Prowadzi Pani badania nad bezdomnością w Łodzi od 2009 roku. Podsumowaniem części badań jest książka „Domy bezdomnych. O badaniu sytuacji trudnych”, która ukazała się w Wydawnictwie Uniwersytetu Łódzkiego w 2015 roku. Posługuje się Pani metodą opisywaną jako antropologia współdziałająca i action research. Czym są te metody? Jakie zmiany z perspektywy kilku lat zaszły w Łodzi wśród osób bezdomnych i w podejściu do nich?

Metody antropologii współdziałającej i action research polegają na działaniu na rzecz i wraz z osobami badanymi, uwzględniając ich potrzeby, wykraczając poza czyste poznanie i opisanie badanego zjawiska. Myślę, że dla części badaczy te metody to naturalna droga, kiedy zajmują się problemami socjalnymi, społecznymi, związanymi z szeroko rozumianym wykluczeniem. Zaczynając badania nie wyobrażałam sobie, że poprzestanę tylko na nich, tzn. że wejdę jako antropolog kulturowy w teren, zbiorę informację, podziękuję, stworzę opis i zamknę za sobą drzwi. Od początku zależało mi na połączeniu badania i działania, a skoro chcę postępować w ten sposób, to muszę uznać za „ekspertów” od własnej sytuacji tych, którzy w przypadku moich badań, przebywają w placówkach, ponieważ zajmowałam się noclegowniami i schroniskami. Do grupy badanych i partnerów w badaniach trzeba też zaliczyć kadrę tam pracującą. Prowadziłam w schroniskach warsztaty, rozmowy i działania, które wynikały z konsultacji z mieszkańcami i personelem. Chodziło o to, aby mogli z tych zajęć wziąć dla siebie coś, co może się przydać i mam nadzieję, że tak było. Dla mnie jako antropolożki inspirującej się nauką współdziałającą, ważne jest, aby być z ludźmi, rozmawiać z nimi, pozwalać im opisywać swój świat, to czego chcą i to, co chcieliby zmienić. Przełożenie słów na działania musi potrwać i wymaga wspomagania. Ja jestem tylko pewnym punktem, który ktoś spotyka na swojej drodze, ale nie zapełnię całego procesu.

W Łodzi większość placówek skierowanych do bezdomnych jest powadzonych przez organizacje pozarządowe.

Proces udzielania pomocy dla osób bez domu polega na tym, aby wyprowadzić je z bezdomności i pomóc wyjść z placówki, by mogły żyć bez otoczki pomocy społecznej lub z jak najmniejszym wsparciem. W niektórych przypadkach po prostu nie da się być samowystarczalnym, jak np. w sytuacji przewlekłego schorzenia. Natomiast w praktyce ten system jest bardzo dziurawy ze względu na długi czas oczekiwania na mieszkanie socjalne: czeka się średnio od trzech nawet do ośmiu lat (dłużej czekają mężczyźni). Mieszkań jest po prostu za mało. Możemy sobie wyobrazić, co się dzieje z człowiekiem w sytuacji, gdy aż tyle lat trwa jego pobyt w schronisku, które było pomyślane jako miejsce interwencyjne po to, by przebywać tam przez rok. Co się więc dzieje z ludźmi, ich świadomością, zaangażowaniem w cały proces pracy nad sobą i w załatwienie spraw typu oddłużenie, załatwianie kwestii prawnych, przekwalifikowanie zawodowe, uporanie się przy pomocy terapeutów z uzależnieniami, traumami i problemami, które nie pozwalają ruszyć dalej, jeśli człowiek taki pracował nad sobą przez rok czy dwa lata, jest w pewnym momencie gotowy do odejścia, a mieszkania ciągle nie ma. Dochody też nie wzrastają, więc nie stać go na wynajem. Pojawia się frustracja, poczucie gorszości, cofnięcia się i zmarnowanego wysiłku. Pracownicy placówek robią, co mogą, ale proces wychodzenia z bezdomności nie jest płynny i skorelowany. Nie można w tym momencie takich osób zostawić, jednak ile razy można tę pracę powtarzać i od którego punktu?

Jedna z Pani bezdomnych rozmówczyń z książki „Domy bezdomnych” – nazwana „Dominiką”, mówi wprost, opierając się na kilkuletniej obserwacji bezdomnych współlokatorek, że wobec mieszkanek schroniska, powinien być stosowany przymus i jakiś rodzaj represji, bo niektóre z tych kobiet nie zmieniają niczego w swoim postępowaniu latami. Taki system pomocy po prostu nie zmusza do wzięcia odpowiedzialności za własne życie.Pani natomiast nie zgadza się i mówi: ten system polega przede wszystkim na wzbudzaniu poczucia wstydu i winy u osób objętych pomocą, myląc te postawy z wzięciem odpowiedzialności za siebie. Jak więc to wygląda od środka, co w schroniskach działa nie tak, skoro tak trudno wyjść z bezdomności? Zna Pani takie osoby, którym się udało?

Instytucje, o których mówimy, nie są w stanie przekroczyć ograniczeń systemowych, w które są same uwikłane i które same reprodukują. Ale oczywiście, znam osoby, którym udało się wyjść z bezdomności i takie, które bardzo o to walczą. To także kwestia osobowościowa, charakterologiczna. Ci ludzie przebywają w miejscach zbiorowego pobytu, nie ma tam w zasadzie żadnego miejsca na intymność, prywatność. W pewnym sensie to szok emocjonalny: trafia się na kilku- czy kilkunastoosobową salę z bardzo różnymi ludźmi, których nikt sobie nie wybierał na towarzystwo. Są to ludzie z różną przeszłością, w zależności od ich nastawienia, dynamiki grupy, może pojawić się np. „fala”, walka o wpływy, ale też czasami coś zaskakuje i tworzą się spontaniczne grupy wsparcia, samopomocy, głównie emocjonalnej. Wymagana jest od takich osób adaptacja do mało „naturalnych” warunków. Trzeba się dostosować, a zarazem bronić przed tym, bo przebywanie w placówce dla bezdomnych, jest pierwszym krokiem do autostygmatyzowania i samowykluczenia. Część z poznanych przeze mnie tam osób, nie mówiła znajomym co się z nimi dzieje, gdzie przebywają, nie zdradzali szczegółów swojego życia przed znajomymi. Milczeli, nie potrafili się otworzyć, ograniczali wiele ze swoich kontaktów. Wstyd i winę, jakie odczuwali w ramach autostygmatyzowania, czerpali z nastawienia społecznego, w którym wyrośli, które naznacza biednych, mniej zaradnych, innych – jako gorszych.

Proces udzielania pomocy dla osób bez domu polega na tym, aby wyprowadzić je z bezdomności i pomóc wyjść z placówki, by mogły żyć bez otoczki pomocy społecznej lub z jak najmniejszym wsparciem.

Wyjątkowa jest jedna z placówek dla mężczyzn w Łodzi, prowadzona przez Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta. Znajdują się tam mieszkania readaptacyjne. To kameralne miejsce, mieszka w nim 12-14 mężczyzn, mają do dyspozycji małe pokoje, pojedyncze lub dwójki. Biorą udział w indywidualnych i zbiorowych terapiach, szkoleniach, warsztatach, ustalają wewnętrzne reguły. Towarzyszy im wsparcie, ale nie są w niczym wyręczani. To jakby pływanie w basenie przed wypłynięciem na pełne morze.

Ten bardzo dobry program to ostatni etap przed ich wyjściem w świat. Mężczyźni znaleźli się tam w wyniku procesu rekrutacji, mają za sobą czasami kilka lat pobytu w schroniskach lub w więzieniach, przeszli terapię odwykową, jeśli mieli taki problem, są coraz bardziej odpowiedzialni. Typują ich opiekunowie ze schronisk, którzy uważają, że dana osoba rokuje do szybkiego stanięcia na nogi, jest zdeterminowana, da sobie radę. Sami się też zgłaszają. Żyją w warunkach, które przypominają trochę akademik czy komunę, pewne obowiązki dzielą w tym domu między siebie, ale mają prawo do własnego miejsca, choć oczywiście nie jest to miejsce docelowe. Są motywowani do szukania pracy, jej utrzymania, do szukania mieszkania, głębokiej analizy swojego życia. Chodzi o to, aby wyczyścić w pewien sposób przeszłość i teren wokół siebie, po to, żeby zbudować życie na nowo. Na ostatnim etapie mieszkają już w pokoju sami, płacą czynsz, sprawdzają czy są w stanie zaplanować wydatki, zaplanować czas.

Trzeba pamiętać, że ludzie w ośrodkach zbiorowych są nawet przez samą organizację dnia i przestrzeni odsuwani od tego życia, jakie nazywamy „normalnym”, choć w placówkach wielu stara się żyć quasi-normalnością. Część z nich jednak dryfuje, są przyzwyczajeni, że zawsze coś będzie, coś się znajdzie, że można coś dostać. A tak przecież nie jest w codziennym życiu. Przeżywamy porażki, próbujemy, udaje się, nie udaje, trzeba rewidować plany i zamiary. Ci czujniejsi, jak „Dominika” z mojej książki, widzą to bardzo dokładnie.

Ważna jest edukacja, informowanie gdzie znajdują się placówki udzielające pomocy.

Są więc tacy mężczyźni i takie kobiety, którzy odbudowują od zera więzi z najbliższymi, nawiązują nowe relacje, w tym uczuciowe, układają sobie życie na nowo w stanie bezdomności myśląc o przyszłości, weryfikują wiele rzeczy. Wielu z nich jest bardzo świadomych siebie, wiedzą, jakie narzędzia dostali do radzenia sobie w nowej sytuacji. Chcą też jak najszybciej zerwać z adresem schroniskowym, z tym środowiskiem, czyli z piętnem bezdomności, które mocno na sobie odczuwają.

Pozostaje też duża grupa, która nie radzi sobie tak dobrze. System pomocy jest więc tak ułożony, że „inwestuje się” raczej w osoby z potencjałem, a ci, którzy pewnych cech nie mają, pozostają jacy są, na długo. Czy problem jest w nich, tylko w nich i czy naprawdę w nich? Czy może to właśnie nasze koncepcje tego na czym polega pomoc, jak i komu jej udzielać, nie są wydolne? Ten kij ma dwa końce, ponieważ nie da się nikogo zmusić, aby przyjął pomoc. Na pewno kadra jest zbyt mała, brakuje asystentów i terapeutów, a miejsca, w których przebywają bezdomni są niedoinwestowane na podstawowym poziomie. Pod względem infrastruktury są w fatalnym stanie – organizacjom brak środków na materialne utrzymanie placówek. Gmina przekazuje im środki na pomoc, ale nie starcza jej na polepszenie warunków lokalowych, w jakich przebywają bezdomni. Organizacje prowadzące ośrodki apelują o to od lat. Bez odzewu.

Nieraz spotykałam osoby bezdomne na ulicy, które pytałam, czy znają te miejsca, może wolą tam jechać, będą mogły umyć się, spać pod dachem, dostaną coś do jedzenia. Najczęściej słyszałam, że nie chcą, bo różni ludzie tam się trafiają, nie jest bezpiecznie, wielu nie dba o czystość. Mówią to osoby bezdomne, czyli te, które w odbiorze potocznym są postrzegane jako kwintesencja zaniedbania, bylejakości, zobojętnienia i co do jednego – jako alkoholicy. A mówią o potrzebie bezpieczeństwa, higieny i spokoju. Czym się od siebie różnimy?

Czy program rewitalizacji w Łodzi zakłada jakieś zmiany w tej sferze?

Łódź stoi przed ogromną szansą nie tylko odnowy materialnej, ale nie wiadomo czy przełoży się to na zmiany społeczne. Pojawiają się w tych projektach mieszkania chronione, ale wcale nie jest powiedziane, że mieszkania te trafią do osób bezdomnych. Ustawa mówi, że mieszkanie chronione przysługuje „osobie, która ze względu na trudną sytuację życiową, wiek, niepełnosprawność lub chorobę potrzebuje wsparcia w funkcjonowaniu w codziennym życiu, ale nie wymaga usług w zakresie świadczonym przez jednostkę całodobowej opieki, w szczególności osobie z zaburzeniami psychicznymi, osobie opuszczającej pieczę zastępczą w rozumieniu przepisów o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, młodzieżowy ośrodek wychowawczy, zakład dla nieletnich, a także cudzoziemcowi, który uzyskał w Rzeczypospolitej Polskiej status uchodźcy lub ochronę uzupełniającą”.

Łódź stoi przed ogromną szansą nie tylko odnowy materialnej, ale nie wiadomo czy przełoży się to na zmiany społeczne.

Nie ma więc mowy w tej ustawie wprost i bezpośrednio o osobach bezdomnych, objętych mieszkalnictwem chronionym. Wśród bezdomnych oczywiście znajdują się i wychowankowie domów dziecka, i ci, którzy mają problemy zdrowotne i wiekowe, ponieważ na bezdomność często składa się mieszanka różnych przyczyn. Jeśli miasto chce powołać w każdym z rewitalizowanych kwartałów kilka takich mieszkań, to może będzie ich około setki i niekoniecznie trafią do osób w ścisłym sensie bezdomnych. Zapowiadane zaostrzenie miejskiej polityki eksmitacyjnej wobec dłużników także przyczyni się do wzrostu liczby osób w schroniskach i w noclegowniach. Chciałabym poznać propozycję miasta, jak połączyć odnowę materialną miasta z rewitalizacją społeczną, co się nie wyklucza, bo z  kolei ustawa o rewitalizacji łączy te dwie kwestie. Dodatkowo, jak wkomponować w to pomoc rozmaitym kategoriom osób, które mają różne problemy. To, że będziemy prowadzić działania animacyjne, odwołujące się do idei i ideału partycypacji społecznej jest bardzo ciekawe – sama również takie działania prowadziłam – chodzi jednak o to, aby na tym nie poprzestać. Czas na kolejne kroki w zakresie rewitalizacji społecznej. Może powinno się ją jednak interpretować jako rewitalizację socjalną? Co w tym złego? To także świetna okazja do szukania rozwiązań innowacyjnych – co jest ulubionym słowem, słowem kluczem ostatnich lat. Ale może na tym polu ma to jednak sens?

Poza badaniami dotyczącymi osób bezdomnych, jest też Pani aktywistką społeczną zaangażowaną w działalność Łódzkiego Partnerstwa Pomocy Osobom Wykluczonym i Bezdomnym. Grupa ta skupia instytucje, stowarzyszenia i osoby zajmujące się bezdomnością na terenie Łodzi. Co robicie dla osób bezdomnych?

Zorganizowaliśmy w Łodzi skrzynkę „Domni–Bezdomni”, według pomysłu i projektu Eugenii Wasylczenko z Warszawy. Skrzynka funkcjonuje w hali na Zielonym Rynku (przy placu Barlickiego, w przedsionku) [Skrzynka jest złożona z 12 szuflad-skrytek, zamykanych na kłódki, możliwych do otworzenia wyłącznie od góry – do szuflad prowadzą wrzutnie, które działają analogiczne do mechanizmu z puszek na niepotrzebną odzież. Do każdej szuflady przyczepiona jest kartka przyporządkowana danej osobie/rodzinie z prośbą o konkretne przedmioty (np. odzież, przybory toaletowe, konserwy) i z numerem telefonu do streetworkera. Skrzynka jest skonstruowana w taki sposób, że można do niej od góry włożyć przedmioty o które prosi osoba bezdomna, ale wyjąć je można dopiero po otworzeniu kłódki – przyp. red.] Skrzynce towarzyszy też grupa kontaktowa: https://www.facebook.com/domnibezdomni/?fref=ts

Metody antropologii współdziałającej i action research polegają na działaniu na rzecz i wraz z osobami badanymi, uwzględniając ich potrzeby, wykraczając poza czyste poznanie i opisanie badanego zjawiska.

Na przełomie 2015/2016 roku rozpoczęliśmy „Czystą akcję”, która polega na zbiórce środków czystości związanych z podstawowymi potrzebami sanitarnymi kobiet i mężczyzn, którzy mieszkają w schroniskach i noclegowniach oraz w bardzo trudnych warunkach mieszkalnych. Akcja potrwa do końca marca, wolontariusze rozdają zebrane środki potrzebującym osobom. Umieściliśmy pudełka „Czystej akcji” w różnych miejscach w Łodzi (zachęcam do odwiedzenia fanpejdża Partnerstwa, gdzie są podane informacje na ten temat). Jedno z pudełek stoi też w Bibliotece Uniwersytetu Łódzkiego i tam studenci i pracownicy oraz wszyscy odwiedzający BUŁ mogą wkładać środki czystości [Do pudełka można wkładać NOWE szczoteczki do zębów, pastę, mydło, pianki do golenia, maszynki do golenia, podpaski, tampony, bieliznę damską i męską, chusteczki do higieny intymnej – przyp. red.].

Chcemy też rozpocząć cykl warsztatów dla rad osiedli i mieszkańców, które uwrażliwiają na bezdomność i związane z nią problemy.

Jako Łódzkie Partnerstwo Pomocy Osobom Wykluczonym i Bezdomnym organizujemy też 23 i 24 lutego Interdyscyplinarną Konferencję naukowo-społeczną „Bezdomność w Łodzi” na Wydziale Filozoficzno-Historycznym UŁ (sala Rady Wydziału, ul. Kamińskiego 27 a), w której weźmie udział wielu badaczy zajmujących się bezdomnością z Uniwersytetu Łódzkiego [m.in. dr hab. Anna Janiszewska (Katedra Studiów Ludnościowych i Badań nad Usługami Uniwersytetu Łódzkiego), dr Rafał Rouba (Instytut Turystyki i Rozwoju Gospodarczego – Filia UŁ w Tomaszowie Mazowieckim),  dr Małgorzata Kostrzyńska (Katedra Pedagogiki Społecznej Uniwersytetu Łódzkiego, prof. dr hab. Marta Sikorska-Kowalska — adiunkt w Katedrze Historii Społeczno-Gospodarczej UŁ i inni]

Ze szczegółowym programem konferencji można zapoznać się w linku:
http://lodzregion.uni.lodz.pl/wp-content/uploads/2016/02/program-konferencji_.pdf

W konferencji obok naukowców, wezmą też udział praktycy – pracownicy placówek i instytucji, w których udzielana jest pomoc osobom bezdomnym. Wybrzmi też głos osób dotkniętych bezdomnością, czyli miejmy nadzieję, obraz stanie się kompletny. Oprócz klasycznej części konferencji z referatami i prezentacjami, odbędzie się debata poświęcona mieszkalnictwu z przedstawicielami UMŁ z Wydziału Budynków i Lokali oraz z przedstawicielem Rzecznika Praw Obywatelskich, który objął konferencję honorowym patronatem

W środę po południu zapraszamy wszystkich zainteresowanych łodzian na spacer, który wyruszy z ul. 28. Pułku Strzelców Kaniowskich 32 o 16.00, spod Domu Pomocy Społecznej. Pokażemy miasto z trochę innej strony – jak dla osób dotkniętych bezdomnością pewne adresy żyją w Łodzi. Zedrzemy z miasta pewną mapę i nałożymy na nią mapę z zupełnie innymi punktami, po to, żeby przez chwilę inaczej popatrzeć na miasto, zobaczyć je oczami osób bezdomnych.

Następny Post

Poprzedni Post

© 2017 Po Wykładzie

Uniwersytet Łódzki

„Po wykładzie” to cykl popularnonaukowych wywiadów z wykładowcami z Uniwersytetu Łódzkiego oraz rozmów z doktorantami, kołami naukowymi i studentami.